niedziela, 21 października 2012

Piętnasty.

XV


~*~Diana~*~

     - Jak minął lot? Wszystko w porządku? - zapytał tata, gdy po całych trzech dniach nieobecności wróciłam do domu. 
Westchnęłam cicho siadając przy kuchennej wyspie. Przytaknęłam na pytania i sięgnęłam po cotygodniową gazetę, która leżała tuż przed moim nosem. Otworzyłam na pierwszej stronie, gdzie widniał wielki napis "Kolejne zamieszki w centrum Londynu. Tym razem chodził o coś innego!". Przeleciałam wzrokiem po kartce, po czym przerzuciłam kolejną stronę. 
     - A babcia? - ciągną tata. - Wszystko u nie dobrze? Ostatnio do mnie dzwoniła w bardzo nietypowej sprawie... - Spojrzałam na posiwiałego mężczyznę, który z zakłopotaniem podrapał się w kark. - Stwierdziła, że ja Cię tutaj w ogóle nie karmię. Coś ty jej nagadała?
     - Ja? - Uśmiechnęłam się szeroko i prychnęłam wracając do lektury. - Nic jej nie mówiłam. Wiesz jak to jest z babciami... Wiesz może gdzie jest Ola?
     - Wyszła jakąś godzinę temu do sklepu. Zaraz powinna wrócić. 
     Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzinę 20:30. Przerzuciłam jeszcze dwie strony i bez jakiegokolwiek zainteresowania zamknęłam gazetę. Miałam już odejść od wyspy, gdy mój wzrok przykuł napis na ostatniej stronie. 
     - Niall Horan wyprowadził się od przyjaciół - przeczytałam po cichu. - Czyżby wokalista miał dosyć kolegów z zespołu? - dokończyłam tym samym tonem. 
     - Mówiłaś coś? - zapytał tata. Zaprzeczyłam, a on tylko machną ręką i wyszedł z kuchni. 
     Zaciekawiło mnie zdjęcie, które widniało na środku strony. Przedstawiało ono Niall'a z jakąś dziewczyną. Stali przed ogromną willą, która podobno miała być nowym mieszkaniem Horan'a. Zaraz, zaraz... Czy to Laura? Uśmiechnęłam się do siebie widząc radosny wyraz twarzy przyjaciółki na fotografii.
     - Dostawa żarcia! - usłyszałam krzyk Olki z korytarza. Po chwili w kuchni pojawiła się ciemnowłosa trzymająca w obu rękach torby z TESCO. Gdy mnie zobaczyła momentalnie podskoczyła w miejscu. - Diana, kochanie! Czemu nie dzwoniłaś, że już jesteś? Na pewno bym przyszła wcześniej! - Dziewczyna odłożyła szybko torby na bok i rzuciła mi się w ramiona. Omal nie spadłam z krzesła gdy przyjaciółka coraz bardziej mnie do siebie przytulała. - Kupiłam masę jedzenia. Zrobimy jakieś dobre danie, włączymy film i opowiesz co tam słychać w Polsce. 
     - Czy ja słyszałem jedzenie? - Do kuchni wszedł mój brat, który zajrzał w torby z jedzeniem. 
     - O nie, Kamil! - krzyknęłam podchodząc do brata. - Nie dość, że mnie olałeś i nie zawiozłeś w piątek na lotnisko to na dodatek dzisiaj też się spóźniłeś! I ty chcesz za coś takiego dostać jedzenie? Nie ma mowy, to wszystko dla mnie i Oli. - Pokazałam mu język i sprzątnęłam mu sprzed nosa torby. 
     - Oj, no nie przesadzaj! Dobrze wiesz, że spotkałem się z Katy. 
     - Czyli jakaś tam dziewczyna jest ważniejsza dla Ciebie od własnej siostry? - prychnęłam i siłą wypchnęłam Kamila z kuchni. - Jak dziecko. 
     - Dokładnie! - Ola przytaknęła i zaśmiała się głośno. 
     - Słyszałem! - krzyknął Kamil z góry. 
     
     - O mój Boże! Naprawdę? - krzyknęłam trzymając w ręku miskę popcornu. - Nie mogę uwierzyć w to, że Harry jest taki romantyczny. Zmarnowałam niezły towar... - Zaśmiałam się przypominając sobie pierwsze spotkanie ze Styles'em. Ola musiała byś nieźle podjarana faktem, że Harry wynajął dla nich całe kino i zrobił tą całą kolację. 
     - Też byłam w szoku. - Ola wsadziła kolejną porcję popcornu do ust. - A teraz tak odbiegając od tematu... Emily jednak u nas nie zamieszka. 
     - Dlaczego? Przecież Dany tak bardzo chciał tego. 
     - Widzisz, Laura nie akceptuje jego dziewczyny. Dany nie chciał jej robić na złość więc postanowił jeszcze poczekać z tą całą przeprowadzką. Tylko, że Laura o tym nic nie wie i nadal nie wróciła do domu. - Ola westchnęła cicho. 
     - Czyli nadal się nie pogodzili? - Brunetka zaprzeczyła. - W takim razie trzeba coś z tym zrobić...
     - Co masz na myśli? - Ola uniosła brwi ku górze i wzrokiem próbowała wyczytać moje myśli. 
     - Oni muszą się pogodzić... A my im w tym pomożemy. Jeszcze nie wiem jak, ale - uniosłam palec wskazujący do góry - to zrobimy. 
     - Wiesz co? Czasami mnie przerażasz. - Dziewczyna rzuciła we mnie popcornem i wybuchła śmiechem. 


Następnego dnia, w szkole.

     - Kurcze, zapomniałam o tym całkiem! - Shannon tupnęła nogą i zamknęła ze złością szafkę. - A wy? Umiecie coś? 
     - Wiesz... - zaczęła Ola. - Chemia nie jest moim ulubionym przedmiotem. Tak szczerze, to w ogóle nie zajrzałam do podręcznika. 
     - Ola! - krzyknęłam mierząc przyjaciółkę wzrokiem. - Przecież miałaś się nauczyć. Dobrze wiesz, że ta ocena jest dla mnie ważna...
     - Sorki, jakoś tak wyszło. - Dziewczyna wyszczerzyła się przepraszająco i jak tylko szybko się dało wparowała do sali chemicznej. Zaraz po niej do klasy weszła Shannon, niosąca w ręku stos książek. 
     - Hej! - usłyszałam za sobą czyiś głos. 
Odwróciłam się i ujrzałam rozweselonego Harry'ego, który szybkim krokiem szedł w kierunku klasy. Kiwnęłam mu głową i ponownie się odwróciłam. Stanęłam na wprost szafki numer 115, która tym samym była moją szafką. Wpisałam szyfr, który zatwierdziłam wcześniej jako hasło. Wyciągnęłam podręcznik od chemii, i zamykając za sobą metalowe drzwiczki weszłam do klasy. Rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu mojej partnerki, Oli. Gdy w końcu ją znalazłam nie była przy stanowisku sama. Obok niej siedział rozpromieniony Styles, który zakładał białe rękawiczki. Podeszłam do tej dwójki i nie ukrywając zdziwienia uśmiechnęłam się sztucznie. 
     - Harry... To moje miejsce - powiedziałam spokojnie. 
     - Sorry, zamieniłam się partnerami - powiedziała Olka kładąc dłonie na stoliku i splatając palce. 
     - Świetnie - przyznałam. - W takim razie kto będzie moim partnerem? Ten kujon z pierwszej ławki? - zapytałam wskazując jakiegoś rudego chłopaka w okularach. 
     - Nie. - Harry zaprzeczył kiwnięciem głowy. - O... Twój nowy partner właśnie idzie! 
     Westchnęłam głośno z myślą, że właśnie zbliża się Shannon. Nie chciałam być z nią w parze. Może nie byłaby taka zła, gdyby nie jej dziwny nawyk gadania jak najęta. Odwróciłam się modląc, by był to ktoś normalny. No i w tedy ujrzałam zbliżającego się do nas Niall'a. Miał na sobie czerwoną koszulkę i czarne rurki. Przez jego ramię przepasana była czarna torba, a jego włosy postawione zostały ku górze. 
     - Cześć - powiedział, a uśmiechając się pokazał wszystkim swój aparat ortodontyczny. 
     - Cześć - odpowiedziałam z wielką ulgą na myśl, że to jednak nie Shannon. - Te dwa głupki - wskazałam na Harry'ego i Olę - pozamieniali się parami. 
     - Czyli co? Jesteś dziś w parze ze mną? - zapytał i ściągnął z ramienia torbę. 
     - Na to wychodzi - przyznałam zajmując miejsce przy wolnym stoliku, na którym był już ustawiony potrzebny sprzęt do lekcji. Horan usiadł tuż obok i sięgną po białe rękawiczki, które zostały uznane za obowiązkowe podczas wykonywania doświadczeń. Podał mi jedną parę i sam zajął się ich zakładaniem.
     - Dzień dobry wszystkim. - Do klasy wszedł nauczyciel. Odłożył dziennik na biurko i staną pod tablicą. - Proszę bardzo. Dzisiaj wykonujemy doświadczenia na ocenę, tak jak wam mówiłem. Każda z par dostanie inne zadanie do wykonania. - Mężczyzna rozdał wszystkim karteczki z doświadczeniami. 
     - Działanie kwasu octowego na tlenek miedzi (II) - przeczytałam treść zadania. - Czyli nie tak źle. 
     - Współpraca, współpraca i jeszcze raz współpraca! - krzyknął nauczyciel. - To zaczynajcie. 
     Profesor zasiadł do biurka i zaczął sprawdzać obecność. W tym samym czasie zdążyłam założyć rękawiczki i przygotować potrzebne odczynniki i takie tam. 
     - Jak minął weekend w Polsce? - zapytał nagle Niall, który nie robiąc nic przypatrywał się moim ruchom. Podałam mu probówkę, którą miał trzymać w powietrzu. 
     - Świetnie - odpowiedziałam i wsypałam do naczynia szczyptę czarnego tlenku miedzi. - Mógłbyś nalać trochę octu? 
     Chłopak dolał do probówki ocet i ponownie skierował się w moją stronę. 
     - I teraz pod palnik - powiedziałam i włączyłam potrzebne narzędzie, służące do ogrzewania różnych substancji. Niall trzymał probówkę tuż nad ogniem i delikatnie nią wstrząsał. 
     - Niebieski - przyznał zadowolony z wykonanego działania. Rzeczywiście, roztwór stał się niebieski. 
     Zapisałam obserwację na kartce i odebrałam od chłopaka próbówkę. 
     - Na dodatek zniknął czarny osad tlenku miedzi... Czyli kwas octowy reaguje z tlenkiem miedzi (II), tworząc rozpuszczalną sól o barwie niebieskiej.
     - Wyjęłaś mi to z ust! - Niall zrobił poważną minę przez co zaczęłam się głośno śmiać. 
     - Chciałbyś! Dobrze wiem, że nic z tego nie zrozumiałeś - powiedziałam i odłożyłam probówkę do specjalnego pojemnika tym samym wyłączając palnik. 
     - Wiedziałem, wiedziałem. Tylko nie zdążyłem powiedzieć. 
     - Co to za rozmowy? - usłyszałam nad sobą głos nauczyciela. - Panie Horan, mam nadzieję, że zadanie wykonane.
     - Tak jest. - Niall zasalutował i żartobliwie przyłożył dwa palce do skroni.
     - Nie wygłupiaj się - szturchnęłam chłopaka w ramię i zaczęłam przedstawiać nauczycielowi doświadczenie. 
     Dla profesora było nowością wpisania przy nazwisku Niall'a ocenę bardzo dobrą. Natomiast Ola była zła na Harry'ego, przez którego dostała tróję z minusem. 
     - Mogłam się nie zamieniać - prychnęła gdy razem siedziałyśmy na lekcji języka angielskiego. 
     - Mogłaś. - Zaśmiałam się złośliwie i wróciłam do robienia ćwiczeń. 

     - Jakie znowu kółko teatralne? - zapytałam.
     - No normalne! Zapisałam się na zajęcia dodatkowe z aktorstwa. Znalazłam swoje nowe powołanie... - Ola uśmiechnęła się dumnie. 
     - Ile te twoje zajęcia trwają? 
     - Dwie godziny.
     - I ja mam tyle na Ciebie czekać? - zapytałam zdziwiona.
     - Nie musisz... - W tym samym momencie obok nas pojawił się Styles. 
     - Idziesz? - zapytał i szturchnął Olę w ramię. Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i razem z Lokowatym ruszyła korytarzem przed siebie. 
     - Tsa, powołanie... Od kiedy ma ono imię "Harry Styles"? - zapytałam samą siebie. 
     Dochodziła godzina 15:30 gdy opuszczałam teren szkoły. Wszyscy uczniowie kończyli zajęcia o tej samej porze więc na ulicy było strasznie tłoczno. Na parkingu stało mnóstwo aut, które teraz powoli go opuszczały. Przeszłam przez ulicę omal nie wpadając pod koła jakiemuś facetowi, który zatrąbił kilka razy w moją stronę. Pokazałam mu środkowy palec i ruszyłam przed siebie. Po chwili znów ktoś zatrąbił, a obok mnie staną czarny sportowy wóz. Szyby były przyciemniane, więc nie miałam pojęcia kto siedzi za kierownicą. Dopiero gdy szyby się opuściły ujrzałam jakiegoś faceta, którego nie raz mijałam na szkolnym korytarzu. 
     - Hej mała! - krzyknął w moją stronę. Nie zareagowałam i nadal szłam przed siebie. Samochód ruszył doganiając mnie. - Podwieźć Cię gdzieś? No nie daj się prosić. 
     - Nie, dzięki. - Uśmiechnęłam się z grzeczności i przyśpieszyłam. 
     - Wsiadaj, szkoda takich ładnych nóg. 
     - Słucham? - zapytałam lekko zdenerwowana. - Nigdzie z Tobą nie pojadę. 
     - Pojedziesz, pojedziesz - powiedział ktoś nad moim uchem. Usłyszałam donośny śmiech, a później czułam czyjeś dłonie na moich ramionach. - Gdzie mieszkasz? - zapytał chłopak stojący za mną. Gdy mu nie odpowiedziałam zaczął mnie prowadzić siłą do auta. 
     - Mat, otwieraj tylne drzwi - rozkazał.
Facet za kierownicą posłuchał kolegi i zrobił to o co go poproszono. 
     - Puszczaj mnie! - krzyknęłam próbując się wyrwać. W dobrym momencie odwróciłam się i uderzyłam mojego napastnika w twarz. 
     - Niezła z Ciebie suka - sykną łapiąc się za policzek. 
Wszyscy ludzie omijali nas szerokim łukiem. Pewnie wiedzieli, że nie jest to dobre towarzystwo ani moment. 
     - Wepchnij ją do tego auta David! - krzyknął siedzący za kierownicą Mat, o ile dobrze zapamiętałam.
     - Nigdzie z wami nie jadę! - cofnęłam się do tyłu, ale David mocno złapał mnie za nadgarstki. 
     - No nie wiem, nie wiem - pokiwał głową i z chytrym uśmieszkiem pociągną mnie w stronę auta. 
     Słyszałam śmiechy obu chłopaków mieszające się z głośnym biciem mojego serca. Wystraszyłam się. Co ja mówię! Byłam przerażona. A co jeśli oni mi coś zrobią? Wywiozą, zgwałcą... Próbowałam wyrwać rękę, ale to nic nie dawało. Chłopak był ode mnie dwa razy silniejszy i większy. 
     W pewnym momencie usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Z trudem zdołałam odwrócić głowę do tyłu. Ale gdy już to zrobiłam zobaczyłam dobrze znanego mi chłopaka. Niall szybkim krokiem znalazł się przy David'zie i złapał go za kołnierz. Byli mniej więcej tego samego wzrostu i postury, jednak różnili się. 
     - Puszczaj ją - powiedział przez zaciśnięte zęby.
     - Najpierw ty puść mnie. 
     Chłopak uwolnił moje nadgarstki po czym szybko pozbył się dłoni Niall'a z jego koszulki. Wykorzystując dobry moment odsunęłam się od niech na dwa metry. 
     - David, co jest? - zapytał jego przyjaciel, który nadal sterczał za kierownicą.
     - Nic. Nasza wielka gwiazdunia postanowiła dziś zostać bohaterem. 
I w tym momencie zaciśnięta pięść Horan'a wymierzyła w nos David'a. Celnie i sprawnie. Brunet wytarł strużkę krwi cieknącą mu z nosa i zmierzył Niall'a przenikliwym spojrzeniem. Poczułam jak mój żołądek podskakuje, a serce jakby miało mi zaraz wyskoczyć na zewnątrz. 
     David szybko się zrewanżował uderzając blondyna w brzuch. Niall wydał z siebie cichy jęk i skulił się. 
     - No, bohaterze. Udowodnij jaki jesteś silny! - Chłopak parskną śmiechem i powoli podchodził do Niall'a. 
     Nie czekając na dalszy przebieg wydarzeń podbiegłam do Irlandczyka i położyłam dłoń na jego ramieniu. Ten nadal trwał w pozycji skulonej i dusił się powietrzem. 
     - No co ty, stary! Żeby dziewczyna miała więcej odwagi od Ciebie? - Chłopak parskną śmiechem.
     - Przestań! - Krzyknęłam. 
     Niall z trudem powrócił do pionowej postawy i z zawziętą miną szykował się do zadania kolejnego ciosu. 
     - Nie. Chodźmy stąd - poprosiłam go. Ten nie spuszczał wzroku ze swojego rywala. Dopiero gdy złapałam go za rękę, zareagował i przeniósł wzrok na mnie. W jego oczach była złość, jakiej jeszcze nigdy nie widziałam. 
     Tamci natomiast śmiali się coraz głośniej i wymieniali między sobą jakieś głupie teksty. Nie słuchałam ich. Niall z coraz większą łatwością mógł się poruszać, więc o własnych siłach zdołał dość do swojego auta. Wiedziałam, że to była moja wina. To przeze mnie dostał od tego idioty. Zrobiło mi się strasznie głupio. 
     - Oni mogli Ci coś zrobić. - Z zamyśleń wyrwał mnie spokojny ton głosu blondyna. Nadzwyczajnie spokojny. Zdziwiło mnie to, że nie był na mnie zły. 
     - Zamiast tego zrobili coś tobie - przyznałam. 
     Niall otworzył drzwi do swojego auta i wpuścił mnie do środka. Usiadłam na skórzanym fotelu i odetchnęłam z ulgą, że nie skończyło się na niczym poważnym. Mimo to moje serce nadal biło ze zdwojoną szybkością. Po chwili za kierownicą usiadł Niall. Skrzywił się gdy niechcący uderzył się w brzuch. 
     - Może powinieneś jechać do szpitala... - zaczęłam widząc kwaśną minę blondyna. On tylko zaprotestował i odpalił silnik. Oddychał coraz ciężej. - Niall, jesteś pewien, że...
     - Nic mi nie jest - zapewnił i ruszył powoli. 
Nie byłam pewna czy mówi prawdę. Ba! Na pewno kłamał. Przecież dobrze widzę jak go to boli. To może być coś poważnego. Najlepiej będzie jeśli ktoś go obejrzy. 
     Jechaliśmy w ciszy. Co jakiś czas tylko Niall nerwowo zmieniał pozycję. Skręcił w ulicę, która wcale nie prowadziła w stronę mojego domu. Po kilku minutach ujrzałam duży napis "szpital im. świętego Piotra". 
     - Czyli jednak coś - powiedziałam. 
Odetchnęłam z ulgą wiedząc, że jednak postanowił pójść do lekarza. 


~*~Niall~*~

     - Poboli przez kilka najbliższych dni. W tym czasie proszę się nie przemęczać - powiedział lekarz, który krzywym drukiem wypisywał jakąś receptę. Włożyłem na siebie z powrotem koszulkę i podniosłem się z łóżka. 
     - Czyli wszystko ze mną w porządku - stwierdziłem.
     - Ma pan szczęście.
Starszy mężczyzna wręczył mi do ręki kartkę, po czym oboje wyszliśmy z jego gabinetu. Na korytarzu czekała na mnie Diana. Wiedziałem, że się martwiła i obwiniała siebie za to co się stało. Ale to wcale nie była jej wina. Wolałem, żeby to mnie się oberwało, aniżeli jej miałoby się coś stać. 
     - Mówiłem, że nic mi nie jest - powiedziałem podchodząc do dziewczyny. Uśmiechnąłem się, a ona z wyraźną ulgą odetchnęła.
     - Zawsze lepiej jest się upewnić. Co jeśli byłoby to coś poważnego? - zapytała i pokręciła głową. 
     - Pańska dziewczyna ma rację. Jeszcze parę cisów, a wylądowałby pan na łóżku szpitalnym na co najmniej dwa tygodnie. - Lekarz spojrzał na nas i nieznacznie się uśmiechną. Pożegnał się z nami i odszedł. 
     Diana nie skomentowała wypowiedzi mężczyzny. Trochę skrępowana ruszyła ku wyjściu. Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem za nią. Gdy wyszliśmy ze szpitala dochodziła godzina 17:00. 
     - Niall? - zapytała Diana, gdy byliśmy w drodze do jej domu. Spojrzałem na nią. - Dziękuję. 
     - Proszę bardzo - powiedziałem uśmiechając się. 
     - Gdyby nie ty, to... - przerwała i pokręciła przecząco głową. 
Właśnie... Gdyby nie ja to co? Co by było gdybym wtedy jej nie zauważył? Co ci dwaj mogliby jej zrobić? Odgoniłem od siebie tę myśl i skupiłem się na drodze. 
     - Na pewno dobrze się czujesz? - zapytała po raz kolejny dzisiejszego dnia, gdy zaparkowałem pod jej domem. Przytaknąłem. - Ale na pewno? - ciągnęła. 
     - Na sto procent! - Zaśmiałem się. 
     - W takim razie jeszcze raz Ci dziękuję - powiedziała i otworzyła drzwi. - Mam nadzieję, że więcej takie coś się nie powtórzy. 
     - Ja też. 
Diana uśmiechnęła się delikatnie mierząc mnie wzrokiem. Po chwili wyszła z auta i zamknęła za sobą drzwi. Odpaliłem silnik, a dziewczyna pomachała do mnie. 
     Uśmiechnąłem się pod nosem i ruszyłem w stronę swojego mieszkania, które swoją drogą zostało już urządzone przez chłopaków. 
     Nie czułem już takiego bólu co wcześniej. Teraz czułem tylko radość. Dlaczego właśnie radość? Bo pomogłem Dianie. Wiedziałem, że teraz spojrzy na mnie z innej perspektywy. Miałem taką nadzieję. Czułem się dziwnie z myślą, że to dzięki mnie będzie mogła spokojniej zasnąć. 
     Może i nie wyszedłem na wielkiego bohatera, ale wiedziałem, że Diana to docenia. Widziałem jak się o mnie martwi... 


~*~Louis~*~

     Właśnie kończyliśmy wnosić gitary Niall'a do jego sypialni, gdy sam właściciel domu wszedł do mieszkania. Zayn, który był na dole, rozmawiał o czymś z Horan'em. Razem z Liam'em zeszliśmy na dół i ujrzeliśmy Niall'a, który pokazywał właśnie Malikowi swój brzuch. To trochę dziwne... I podejrzane. 
     - Ej, co jest grane? - zapytałem podchodząc do chłopaków. 
     - Niall dostał od jakiegoś kolesia. Ale na szczęście mu oddał - Zayn uśmiechnął się dumnie i przybił z Irlandczykiem żółwika. 
     - Jak to "dostał od jakiegoś kolesia"? - Liam zmierzył Niall'a wzrokiem i zatrzymał się na jego posiniaczonym torsie. 
     - Miał miejsce mały konflikt...
     - Mały? - zdziwiłem się. - Byłeś chociaż z tym u lekarza? 
     - Byłem - odpowiedział. - Razem z Dianą. To właśnie z jej powodu był ten konflikt. Jacyś dwaj frajerzy próbowali wepchnąć ją do auta... Musiałem zareagować. 
     - Bardzo dobrze, ale nie mogłeś tego załatwić w inny sposób? - zapytał Liam ze złą miną. 
     - Nie. - Niall opuścił koszulkę i wszedł do kuchni. 
     - Wiesz co? I bardzo dobrze zrobiłeś - powiedziałem i poklepałem przyjaciela po ramieniu. - Diana pewnie była Ci wdzięczna. 
     Chłopak uśmiechnął się znacząco, a na jego policzkach pojawiły się dwa rumieńce. 
     To było widać z daleka jak on bardzo lubi Dianę. Nie przyznał się nam, ale to tylko kwestia czasu. W końcu i tak nam się wygada. Zawsze to robił. 
     - To my się zbieramy - ziewną Zayn. 
     - Niall, uważaj tutaj na siebie! - krzyknąłem. - Słyszałem, że podobno ten dom jest nawiedzony. 
     - Lou dobrze gada - przytaknął poważnie Liam. - Ponoć mieszkała tutaj pewna kobieta, która zamordowała swojego męża i dzieci. 
     - A wiesz dlaczego? - Zayn spojrzał na Niall'a, który kręcił tylko głową. - Może dowiesz się, gdy odwiedzi Cię dzisiejszej nocy. 
     - Idioci. - Niall puknął się w głowę na co wszyscy wybuchliśmy śmiechem. 
     - To nara! Do zobaczenia jutro na nagraniu! - krzyknąłem przy wyjściu, a po chwili opuściliśmy nowe mieszkanie Niall'a. 
     
     









Niespodzianka! : D 
Specjalnie dla was kolejny rozdział. Mam nadzieję, że ktoś się cieszy. <3
Musiałam wymyślić jakąś akcję, i tak mnie dziwnie natchnęło na pisanie , że nie mogłam się powstrzymać przed napisaniem tego rozdziału. ; ) 
Mogą pojawić się jakieś błędy, za co z góry przepraszam. 
Dziękuję za komentarze pozostawione pod ostatnim rozdziałem. <3 
Tak więc następny rozdział za tydzień! Tym razem bez kolejnej niespodzianki. : D 
Pozdrawiam, Kinga


15 komentarzy:

  1. CUUUDOWNIE!
    Przestraszyłaś mnie tym wszystkim co się działo z Nianą i Niall'em ale dobrze się się wszystko tak skończyło.
    Nie wiem co tu jeszcze napisać. Po prostu świetny rozdział.
    Czekam na następny ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Niall w wydaniu bohatera <3 aww *__* po prosty ubóstwiam. Dobrze, że nic mu nie jest xD
    haha i ten gif z Louisem ;p wygląda jakby mówił 'ku.rwaaa' ;D

    P.S. dodałam nowych bohaterów do opowiadania ;d są nimi Ed i Eleanor xD http://look-i-love-you.blogspot.com/ zapraszam

    ~Magda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niall w wydaniu bohatera mnie rozbawił ; ) naprawdę. śmiałam sie jak głupia czytając ten fragment z tym biciem. wiem, przepraszam. jestem głupia ; d
    NO NIE! znowu siee z tego śmieje ; d hahahaha ; d
    rozdział świetny ; ) jak zawsze zresztą ; d
    czekam z niecierpliwością na następny : *

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja tam zadnych bledow nie widzialam.; D
    a co do rozdzialu to jest swietny: D
    na poczatku pomyslalam ze ci chlopacy naprawde porwa Diane o.O
    Ale na szczescie jest okej: D
    Czekan na nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja sie strasznie ciesze <3 i mam nadziej, że następny rozdział pojawi sie równie szybko...

    OdpowiedzUsuń
  6. Niall awww jaki on jest uroczy ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. wow! jestem pod wrażeniem ;o Niall <3 no super notka, będę częściej wpadać! :) zapraszam też do siebie http://i-will-be-ur-man.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. Oo ! Świetna akcja :D
    Podoba mi się :)
    To czekam na nastepny ! c:
    -W

    OdpowiedzUsuń
  9. Na www.met-mehalfway.blogspot.com pojawił się 10 rozdział zapraszam serdecznie : 3

    OdpowiedzUsuń
  10. Super blog wpadnij do mnie i oceń
    http://nie-zamkne-sie-przed-toba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny rozdział, kiedy następny ? :D

    OdpowiedzUsuń
  12. [SPAM]
    Zapraszam cię serdecznie na przedstawienie postaci na moim nowym blogu http://life-complete.blogspot.com/ !. Powstał on po zakończeniu bloga nie-pytaj-o-sens. Zachęcam do komentowania i obserwowania :)). Może akurat cię zainteresuje?
    Pozdrawiam Liv.♥

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny jak zawsze. : ) Dodawaj nastpeny. : )
    Zapraszam do siebie http://would-you-capture-it.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Witam! Z góry bardzo przepraszam za spam, jednak byłoby mi naprawdę bardzo miło, gdybyś chociaż na chwilę zajrzała na mojego bloga. Bardzo chciałabym poznać opinię ludzi na temat mojej twórczości. :)

    Czy wiesz, jak to jest mieć dwie twarze? Cóż, z pewnością wielu z was wie, że czasami pokazanie swojego prawdziwego oblicza, nie kończy się dobrze. Poznajcie siedemnastoletnią Noelle Lange. Dziewczynę, która niegdyś miała wszystko, a teraz, kiedy przeprowadziła się do Londynu, zaczyna od początku. Nie ma nic, a jednocześnie ma coś, czego wcześniej nie miała. Samą siebie. Kiedy nastolatka czuje, że jej życie jest idealne, a spokój nie zakłócony, lawina zdarzeń sprawi, że wszystko się zmieni. Zdrada, ból, przyjaźń, wypadek, miłość i wytrwałość. Noelle nawet nie wie, co zgotował jej los.

    Być może opis cię zainteresował. Serdecznie przepraszam za spam i z góry dziękuję za zajrzenie.
    Jeśli nie tolerujesz spamu, to porostu usuń ten komentarz. :)
    http://atramentowa-milosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń