czwartek, 27 września 2012

Jedenasty.

XI


~*~Ola~*~

     - Dobrze, mamo - powiedziałam do słuchawki prawie że rozłączając się. 
     - Tylko nie zapomnij. Granatowa z białą kokardką - przypomniała mi po raz kolejny. 
     - Pa! 
Przecież to tylko spotkanie klasowe. Dla kogo ona chce się tak stroić? Nie dosyć, że już wcześniej poprosiła mnie o kupno dla niej jakiś nowych butów, to teraz ta sukienka. Oczywiście kupię jej te rzeczy, choćby dlatego, że jest moją matką, która dla mnie zrobiła by wszystko. Tylko, że skąd ja mam brać na to kasę? Na razie mi starcza. Ale co później? Może trzeba w końcu zabrać się za jakąś pracę... 
     Tylko do czego ja się nadaję? 
      Do niczego. 
Moje rozmyślanie przerwał ponowny dźwięk telefonu. Czego ona znowu chce, pomyślałam odbierając słuchawkę nie patrząc nawet na wyświetlacz komórki. 
     - Granatowa z białą kokardką! Pamiętam! - wykrzyknęłam. Usłyszałam stłumiony śmiech po drugiej stronie. 
     - Przepraszam, chyba zły moment wybrałem. 
To nie była moja mama. O Boże, przecież to...
     - Harry...! - wydusiłam. - Myślałam, że to moja mama. - Przyłożyłam prawą dłoń do ust i niezdarnie zaczęłam obgryzać paznokcie. - Coś się stało? 
     - Nie. Dlaczego? - zapytał. Dałabym sobie głowę uciąć, że był w tym momencie rozbawiony tą całą głupią sytuacją. - To już nie można zadzwonić do swojej ulubionej koleżanki?
     Ulubionej? 
     - Tak czy inaczej... - ciągnął dalej Harry. - Masz czas w sobotę? 
Wzięłam głęboki oddech i wymamrotałam: "nie". Tylko że owo "nie" zabrzmiało jak "tak".
     - Świetnie - powiedział z taką szybkością, że nawet nie zdążyłam do końca zajarzyć na co przed chwilą się zgodziłam. - Jutro wszystko ustalimy. To do zobaczenia w szkole. 
     - Tak, do zobaczenia - odpowiedziałam i rozłączyłam się. 
Czy właśnie Harry Styles zaprosił mnie na... randkę? Boże, co ja mówię. Przecież on tylko chce się spotkać i pogadać. O szkole na przykład. Może nie wie jakie książki są potrzebne do chemii, albo jakie halówki zakupić na wuef. Ale czy ja bym była mu w tym potrzebna? Zaczynam już po woli tracić rozum przez ten cały Londyn. Tyle się zmieniło od czasu naszego przyjazdu tutaj. Nowe miejsca, inne żarcie, One Direction, szkoła... Coś o czym inni mogą tylko pomarzyć. Czasami jednak myślę, że w tym wszystkim musi być jakiś "haczyk". No bo z jakiej racji taka zwykła dziewczyna jak ja znalazła sobie miejsce w tak wielkim mieście jak Londyn? Hmm, to w końcu zasługa mojej przyjaciółki. Gdyby nie Diana na pewno nadal siedziałabym przez monitorem komputera i z daleka podziwiała zdjęcia One Direction. A teraz? Mam numer Harry'ego Stylesa, który przed kilkoma minutami zaprosił mnie na randkę! 
     To chyba nic złego, że nazywam to "randką", prawda?
     I chyba nie przeszkadza innym to, że już od 10 minut piszczę jak idiotka biegając po pokoju w różowej piżamce, prawda? 
     - Ola? 
Zza drzwi wyłoniła się głowa Diany, na której czubku zawinięty był niebieski ręcznik. Dziewczyna uniosła brwi do góry przypatrując się tym samym mojemu dziwnemu zachowaniu. Zrobiła krok do przodu, jednak gdy zauważyła jak się do niej zbliżam powoli zaczęła się wycofywać do tyłu. Z wielkim uśmiechem na twarzy pokonywałam trzy metry dzielące mnie i przyjaciółkę. A gdy w końcu znalazłam się na tyle blisko by rzucić się na nią i wrzeszczeć tak tandetne słowa jak "umówiłam się z Harrym na sobotę!", zrobiłam to. Diana próbowała wyrwać się z mojego silnego uścisku, jednak nie udawało jej się to. Po chwili dałam jej spokój i pozwoliła bezpiecznie wejść jej do naszego pokoju.
     - To gdzie Cię zaprosił? - zapytała niepewnie Diana.
     - Nie wiem - odpowiedziałam. - Znaczy, jutro mamy ustalić. 
Blondynka zaśmiała się cicho po czym ściągnęła ręcznik z głowy i zaczęła rozczesywać swoje mokre włosy. 





~*~Diana~*~

     - Siódma trzydzieści! Wstawać dziewczyny! - Usłyszałam dobiegający z dołu głos mojego taty. Jak on daje radę tak wcześnie wstawać? 
Niechętnie podniosłam się do pozycji siedzącej podpierając się przy tym na łokciach. Szturchnęłam bezwładnie leżącą obok mnie Olkę i wyszeptałam cicho: "wstawaj". Gdy dziewczyna nie zareagowała ponownie zaczęłam nią szturchać. Dopiero po pewnym czasie obudziła się na tyle, by mogła samodzielnie wstać i pójść do łazienki. 
     W tym samym czasie, gdy Ola odbywała poranną toaletę, zaczęłam szykować sobie ubrania do szkoły. Wyciągnęłam z szafy pudrowe rurki i kremową bluzkę z kołnierzykiem i rękawami 3/4. Odłożyłam ciuchy na łóżko, po czym kucnęłam przy niespakowanej torbie. Otworzyłam szafkę stojącą tuż przy łóżku i zaczęłam wyciągać z niej potrzebne książki. Chemia, biologia, język angielski... W pewnym momencie z półki wyżej na podłogę spadła mała karteczka. Chwyciłam ją w rękę i przewróciłam na drugą stronę. 
Mama.
Poczułam dziwny ucisk w żołądku, a serce jakby podeszło mi do gardła, gdy tylko zobaczyłam uśmiechniętą twarz młodej kobiety. Burza blond loków opadała jej na smukłe ramiona zdobione różową koronką, a zielone oczy odbijały w sobie promienie słońca. Dokładnie pamiętałam dzień gdy to zdjęcie zostało wykonane. Był to lipiec lub sierpień. Wakacje. Byliśmy w tedy nad jeziorem niedaleko naszej miejscowości. Któregoś dnia mama obudziła się ze znakomitym humorem. Uśmiechem witała każdego w zasięgu swojego wzroku. Tak jakby nie wiedziała, że za ponad tydzień miała umrzeć. Właściwie to skąd mogła to wiedzieć? Pamiętam jaka była szczęśliwa tego dnia. Do końca nie zdawałam sobie sprawy dlaczego. Do dzisiaj nie mam pojęcia co było powodem jej radości... Otarłam pojedynczą łzę z mojego policzka i uświadomiłam sobie jak bardzo zapomniałam o mojej mamie. Przyrzekałam, że nigdy tego nie zrobię... A teraz? Teraz czuję się z tym okropnie. Jakby moje serce rozpadło się na milion drobniutkich kawałków, a jedyne co mogłoby je skleić w jedną całość to rozmowa z moją mamą. Prawdziwą mamą, stojącą tuż obok mnie i głaszczącą mnie po głowie, tak jak to miała zawsze w zwyczaju robić. Pociągnęłam nosem i zgięłam zdjęcie w pół dokładnie zapamiętując każdy szczegół fotografii. 
     - Śniadanie jest już gotowe - oznajmił Kamil uchylając delikatnie drzwi. Odwróciłam się do niego i skinęłam głową. - Hej, czemu płaczesz? Coś się stało? 
Chłopak otworzył szerzej drzwi i bezszelestnie wsunął się do pokoju. Kucnął przy mnie po czym dokładnie zmierzył moją twarz wzrokiem. Musiał zauważyć, że płakałam bo po chwili przytulił mnie mocno do siebie. 
     - Chciałabym odwiedzić mamę - powiedziałam gdy w końcu wynurzyłam się z objęć mojego brata. 
     - Ale przecież...
     - Wiem, że jest tysiące kilometrów stąd. Chcę tylko ją przeprosić - powiedziałam na jednym wdechu pakując książki do torby. 
     - Za co przeprosić? - Kamil usiadł na brzegu łóżka i spojrzał na mnie z ukosa. Gdy przez dłuższą chwilę mu nie odpowiadałam ponownie się odezwał. - Masz teraz szkołę, nie możesz tak znikąd wrócić do Polski. 
     - A co z weekendami? - spojrzałam na niego.
     - Diana, to nie jest takie proste. Przecież tata nie puści Cię samą. Nawet gdyby chciał z Tobą polecieć to nie może, pracuje. 
     - Daj spokój, nie jestem małym dzieckiem - powiedziałam szybko. Wstałam z miejsca i sięgnęłam po naszykowane ubrania. Zagarnęłam je ręką i przerzuciłam je sobie przez ramię. - To będzie moja decyzja czy tam polecę czy nie. A teraz wybacz, chcę przyszykować się do szkoły. 
     - Gdy zdecydujesz... - Kamil ruszył ku drzwiom. - Najpierw nas uprzedź nim wrócisz do Polski - powiedział i zniknął. 
Westchnęłam głośno po czym wciągnęłam na siebie rurki i bluzkę. Schowałam zagięte zdjęcie do kieszeni po czym wyszłam z pokoju kierując się do łazienki. Minęłam Olę w przejściu i szybko zamknęłam się w pomieszczeniu. Spięłam włosy w wysokiego kucyka po czym obmyłam dokładnie twarz lodowatą wodą, co przyniosło natychmiastowe rozluźnienie. Podkreśliłam oczy eyelinerem, a na usta nałożyłam truskawkowy błyszczyk. 
     Na śniadanie zjadłam tylko kawałek chleba, nie miałam na nic innego ochoty. Gdy wybiła godzina 8:30 punktualnie zjawili się chłopcy. Mimo ich wielkich uśmiechach na twarzy, na mojej nie pojawił się nawet podobny. Nadal czułam się źle z myślą, że tak bardzo zaniedbałam mamę. Przeklinałam w myślach co jeszcze bardziej mnie dobiło. Trzymając blisko twarz przy oknie obserwowałam widoki Londynu.


     Postanowiłam. 
     Mam prawo samodzielnie udać się do Polski bez jakiejkolwiek pomocy czy ochrony ze strony mojego ojca czy Kamila. Chcę tam wrócić, chociażby na dwa lub trzy dni. Odwiedzić grób mamy i powiedzieć jej wszystko, czego nie zdążyłam jej powiedzieć. 
     Dzisiaj jest wtorek, więc powinnam z łatwością zdobyć bilet na samolot do Polski w piątek. Chcę lecieć sama. Tata powinien zrozumieć. Wie, jak bardzo ważna jest dla mnie mama, jak potrzebuję jej obecności. A tak zdobyć mogę ją przez Polskę. 
     Wpatrywałam się tępo w tablicę, na której grubą linią pan Brown -nauczyciel matematyki, rysował jakieś działania matematyczne. Widziałam jego wąskie usta poruszające się z dziwną szybkością, ale nie słyszałam słów przez niego wypowiadanych. Zatraciłam się w swoich myślach, w swoim świecie. I dopiero Niall, który kilkakrotnie zaczął wypowiadać szeptem moje imię, tchną mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na niego i mimowolnie uśmiechnęłam.
     - Mogę pożyczyć długopis? 
     - Stary, przecież przed chwilą Ci dawa... - powiedział Harry, który po chwili dostał mocnego kuksańca w bok od swojego blond kolegi, po czym sykną niezadowolony z bólu i odwrócił się w stronę tablicy. Spojrzałam na Niall'a, który delikatnie zaczerwieniony nadal nie spuszczał ze mnie wzroku. Wyjęłam z piórnika niebieski długopis i podałam mu go ze stłumionym: "proszę". Ten wymówił bezgłośnie "dzięki" po czym odwrócił się do mnie tyłem. Zaczął mówić coś Harry'emu na ucho, a po chwili skupił się na lekcji. 
     - Niall jest słodki, prawda? - usłyszałam Olkę, która rysowała w zeszycie małe serduszka. 
     - Proszę? - spytałam patrząc na nią z ukosa. 
     - Nic. Tak tylko pytam. 
Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem po czym wróciła do rysowania. 
     Czy Niall jest słodki? Hmm, równie dobrze mogłabym powiedzieć tak o każdym innym chłopaku. Chociaż nie. Nie każdy jest "słodki", cokolwiek to znaczy... Słodka może być czekolada, czy cukierek. Ale chłopak? 
     Niall jest słooodziutki, nie oszukuj się - usłyszałam czyiś cichy śmiech w mojej głowie. Może zaprzeczysz? - i znów ten głos. 
     Okej, ja już chyba wariuję. Gadam sama ze sobą w myślach? To już chyba nie jest normalne. 





~*~Laura~*~

     - Nie - powiedziałam stanowczo patrząc ojcu w oczy. - Emily na to nie zasługuje. 
     - Laura, czy ty siebie słyszysz? 
     - Słyszę! - wykrzyknęłam. - Ale ty za to chyba nie rozumiesz co ja do Ciebie mówię! Ile razy Ci powtarzałam jak bardzo jej nienawidzę? Ona niszczy naszą rodzinę, o ile już tego nie zrobiła... Coraz częściej się z nią widujesz, coraz więcej kasy na nią wydajesz. Nie widzisz tego? Ona Cię naciąga! Nie mogę uwierzyć w to, że jesteś tak naiwny! Na dodatek pozwoliłeś jej tutaj zamieszkać! 
     - Posłuchaj - ojciec podniósł ton i spojrzał na mnie surowo. - Jeżeli nie zaakceptujesz Emily, to...
     - To co?! - Uderzyłam pięścią w stół. - Jeżeli wolisz ją ode mnie, to lepiej będzie jak to ona zamie moje miejsce w tym domu. Z resztą co ja mam do stracenia? Wiedziałam, że Ci na mnie nie zależy. - pokręciłam głową i ruszyłam na górę. 
     - Laura, zaczekaj! - zawołał w tym samym momencie gdy zatrzasnęłam za sobą drzwi do mojego pokoju. 
     Otworzyłam gwałtownie szafę i wyjęłam z niej dwie walizki, po czym równie szybko wyrzuciłam całą pojemność szaf. Pakując niezdarnie rzeczy do środka walizek ocierałam płynące po policzkach gorzkie łzy. Nie miałam pojęcia, że tyle dla niego znaczę (tyle - czytaj: nic). Jeżeli ta wstrętna baba ma zamieszkać w naszym domu, to na pewno nie ze mną. Nie mam zamiaru dzielić z nią kuchni, salonu czy nawet korytarza. Dopięłam ostatni zamek w walizce i zaciągnęłam je do drzwi. Wciągnęłam na nogi czarne trampki, a na ramiona narzuciłam przeciwdeszczowy płaszcz. Trzymając w kieszeni telefon zbiegłam po schodach razem z ciężkimi torbami. Na szczęście nie natknęłam się po drodze na ojca, to ostatnia rzecz jaką chciałabym dzisiaj zrobić. Po cichu wymknęłam się z domu i od razu poczułam na swojej twarzy zimny deszcz. Spojrzałam na zachmurzone niebo po czym chowając się pod kapturem ruszyłam przed siebie. Dokładnie nie zastanawiałam się nad tym gdzie idę. Wiatr się zmagał, a deszcz prawie całkowicie ograniczał mi widoczność. Przechodnie patrzyli na mnie dziwnie. Kilka osób pytało się czy wszystko ze mną dobrze, a niektórzy nawet oferowali pomoc. Ja jednak nie korzystałam z żadnej propozycji. Po prostu chciałam być sama. Nie ważne, że padał deszcz, że wiatr całkowicie szamotał moimi włosami w każdym kierunku, i nie ważne że po kilku następnych krokach jakiś samochód zaczął trąbić na mnie przy przejściu dla pieszych. Po prostu chciałam odejść z tego miejsca jak najdalej. Po kilku minutach usłyszałam za sobą czyjeś wołanie. Nie odwracając się nadal szłam przed siebie. 
     - Laura! 
Ktoś mocno pochwycił mnie za ramiona i odwrócił dookoła własnej osi. Ujrzałam ciemne czekoladowe oczy otoczone wachlarzem długich rzęs, z których sączyły się krople deszczu i ogromne zdziwienie wymalowane na twarzy. 
     - Zayn? - spytałam ledwie łapiąc oddech.
     - Co ty wyprawiasz? - chłopak wyrwał mi z rąk walizki i jednocześnie ciągnąc mnie za rękę poprowadził do czarnego audi. Nim zdążyłam się obejrzeć siedziałam już w ciepłym wnętrzu auta Malika. Z każdej części mojej garderoby płynęła woda wsiąkając przy tym w nowoczesne siedzenia. Zayn usiadł na miejscu pasażera i zatrzasnął za sobą drzwi. Przetarł mokre włosy dłonią i wbił we mnie swój wzrok. Patrzyłam na niego tępo szukając chociażby jedną malutką wadę w jego doskonałej twarzy. Nic takowego nie ujrzałam. 
     - Laura, co jest grane? - zapytał kładąc swoją rozgrzaną dłoń na moim ramieniu.
     Rozpłakałam się zamiast odpowiedzieć mu cokolwiek. Po chwili poczułam otaczające mnie ciepło i silne ramiona Zayn'a. Chłopak niezdarnie zaczął mnie głaskać po mokrych włosach próbując tym samym uspokoić mój histeryczny szloch. 
     - Cii, spokojnie - wyszeptał mi do ucho. 
Czułam się taka mała. Taka samotna, zmęczona i krucha. W tym momencie każde słowo było w stanie mnie zranić lub zabić. Po kilku dobrych minutach odzyskałam panowanie nad sobą i powoli odsunęłam się od Zayn'a prostując się tym samym na siedzeniu. Chłopak zachował bliską odległość między nami i splótł nasze palce w jedność. Po chwili i bez żadnych pytań (co mnie jak najbardziej uszczęśliwiło) oderwał się ode mnie i położył dłonie na kierownicy. Ostatnie spojrzenie na mnie z ukosa i po chwili rozległ się cichy warkot silnika. 
     Jechaliśmy w milczeniu. Z każdą minutą robiło mi się coraz zimniej, co spowodowały moje przemoczone ubrania. Oparłam głowę na zagłowiu siedzenia i zaczęłam wsłuchiwać się w równy oddech Zayn'a. Coraz bardziej mnie to uspakajało i zaczęłam zapominać o dzisiejszej sytuacji, o ojcu, o Emily, o deszczu, o świecie...

     Obudziłam się z głową w miękkiej poduszce i ciałem przykrytym ciepłym kocem. Otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Znajdowałam się w pokoju Zayn'a. To trochę dziwne, gdyż nie przypominam sobie bym w jakikolwiek sposób się tutaj dostała. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przeczesałam dłońmi włosy, które swoją drogą były już suche. Ziewnęłam cicho i przeciągnęłam się w każdą możliwą stronę. Ej, zaraz... Co ja mam na sobie? Spojrzałam na "swoją" koszulkę, która w żadnym stopniu nie przypominała tej, w którą byłam dzisiaj ubrana. Po chwili zdałam sobie sprawę, że to musiała być koszulka Zayn'a, gdyż wyraźnie była na mnie o kilka rozmiarów za duża. Odkryłam koc z moich nóg, na których nic nie zastałam. O Boże... Przytknęłam dłonie do ust i zaczerwieniłam się po uszy. Przecież on musiał mnie w to ubrać, widzieć moje nagie nogi, brzuch... Schowałam twarz w poduszkę, po czym ponownie usiadłam na łóżku. 
     W pewnym momencie drzwi uchyliły się, a moim oczom ukazał się Zayn w samych spodniach od dresu. Po raz kolejny zarumieniłam się i próbowałam spuścić wzrok na dół. Jednak mimo to on ciągle wędrował na wyrzeźbiony tors Mulata. Gdy w końcu chłopak mnie zauważył bez żadnego skrępowania znalazł się tuż przy mnie. Dopiero po chwili zrozumiał, że dziwnie czuję się w sytuacji widząc go bez koszulki, bo również się zaczerwienił.
     - Jak się czujesz? - zapytał w końcu kładąc swoją dłoń ma moim czole. 
     - Dobrze - odpowiedziałam patrząc na swoje dłonie.
     - Na pewno? Nie wyglądasz najlepiej... - sprostował otulając mnie szczelnie kocem. - Laura? 
     - Tak? - Spojrzałam na niego. 
     - Dlaczego... - zaczął niepewnie. - Coś się stało? Dlaczego spakowałaś swoje rzeczy do walizek? 
Przygryzłam ze zdenerwowania dolną wargę po czym westchnęłam głośno. 
     - Pokłóciłam się z ojcem - powiedziała ściszonym głosem. - Emily się do nas wprowadziła. Dobrze wiesz jak ja jej nie znoszę. Ta kobieta niszczy naszą rodziną, a co gorsze, mój ojciec w ogóle tego nie widzi. Jest strasznie naiwny. A ja nie mam zamiaru mieszkać z Emily pod jednym dachem! 
     - Więc co zamierzasz? - zapytał unosząc brwi do góry. - A gdybym Cię nie znalazł... Gdzie byś teraz była? 
     - Nie wiem. 
     - Laura, możesz tutaj zostać. - Zayn pogłaskał mnie po policzku i spojrzał mi w oczy. - I nie zaprzeczaj, bo i tak to Ci się nie uda. Dopóki nie wyjaśnisz sobie z ojcem paru spraw, zamieszkasz u nas. 
     - Zayn, ale ja nie mogę - powiedziałam szybko skubiąc rąbek koca. - Nie chce wam schodzić na głowę... Przecież macie swoje sprawy, własne życie.
     - Przestań. Od dzisiaj mieszkasz razem z nami. Żadnego ale. 
Chłopak uśmiechną się do mnie i otoczył ramionami. Wtuliłam się jego nagi tors i wyszeptałam cicho: "dziękuję". 
     Gdyby nie on, to pewnie teraz siedziałabym na jakiejś ławce moknąc i trzęsąc się z zimna. Zaoferował mi pomoc za nic... Będę mu wdzięczna do końca życia. Przynajmniej na nim mogę polegać. W tym momencie jest mi bardzo potrzebny, i w pewnym sensie cieszę się, że znalazł mnie w tedy na ulicy. Mimo, że nie prosiłam się do niego do domu, to on i tak mnie przygarną. Takich ludzi się ceni. Ceni ponad życie. 









Hej.  : ) 
I tak właśnie natchnięta  przez dzisiejszy film pt. Jesteś Bogiem zdołałam dokończyć ten rozdział. : D Wyszło jak wyszło, ale to dopiero początek (tak jakby), więc akcja się powoli rozkręca. Tak myślę. ; dd
Dziękuję za wszystkie komentarze, które znalazły się po rozdziałem X i za to, że czytacie mojego bloga. <3 
Pozdrawiam, Kinga.




19 komentarzy:

  1. Wow nice.. ^^ Na serio fajny rozdział :p Jesteś cudna, wymyślając takie świetne opowiadanka <3 Już nie mogę doczekać się kolejnego... Oooo mam pomysł- koniecznie musisz obejrzeć jeszcze parę innych motywujących Cię filmów i szybciutko dodać kolejny rozdział ;DD

    OdpowiedzUsuń
  2. świetne świetne ! ;d
    Uwielbiam czytać Twojego bloga :3
    Czekam na nowy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo... Co za rozdział! Dawaj szybko następny! Jak film? Podobał Ci sie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film świetny, ale smutny troszkę ;c

      Usuń
  4. Malik wybawca <3
    I like it xD
    + Niall jest słodszy od cukierków ;p

    btw. o czym ten film ?
    - Meggie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Historia trójki założycieli (Magik, Rahim i Fokus) zespołu Paktofonika, którzy - zawiązując "pakt przy dźwiękach głośnika" - nie podejrzewali, że staną się głosem kolejnych pokoleń młodych Polaków. Pod koniec Magik popełnia samobójstwo, mimo że miał rodzinę, przyjaciół... Smutne, aż się popłakałam w pewnym momencie. : c Film jest od 21 września w kinach. Polecam! : )

      Usuń
    2. Czyli taka biografia : ))
      Spk . xD

      Usuń
  5. Rozdział świetny ;D Jesteś Bogiem super film , trochę smutny, ale takie są filmy o prawdziwym życiu .. :DD

    OdpowiedzUsuń
  6. " pożycz mi długopis " hahahaha ; dd taki podryw to tylko w szkole ; dd
    " Harry Styles zaprosił mnie na randke! " ; o masakra. jaki atak ; dd
    i tak wgl to ciekawi mnie czy ta Emily naprawde jest taka za jaką uważa ją Laura.
    czekam na następny ; dd i mam nadzieje, że dodasz go w krótszym odstępie czasu niż ostatnio ; *

    OdpowiedzUsuń
  7. hahaahah świetne ! ^^
    Zapraszam do siebie : http://wheneveryouholdmelikethis.blogspot.com/ proszę o kom ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawi mnie z kim będzie Diana, bo z kimś musi nie ? XD pytanie tylko czy padnie na Harry'ego czy Niall'a. Ja jesten za blondaskien <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Szybko dodawaj kolejny!!!!!!! Bo zaraz nie wytrzymam ;p <333

    OdpowiedzUsuń
  10. Epicko!!!!! Na serio świetny ten rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku muszę się przyznać, że przeczytałam już w czwartek, ale nie miałam siły dodać komentarza ._.

    Ola + Harry = Cudna randka!!! :D No po prostu nie wyrabiam z radości :P
    Wspomnienia Diany zbiły mnie z tropu - najpierw się jaram randką Oli z Hazzy, a zaraz potem praktycznie ryczę przez historię Diany. Zdumiało mnie jej postanowienie - coś czuję, że będą kłopoty :P
    Podryw na długopis? - Serio? Trik stary jak "masz plamę na koszulce" albo "sznurówki Ci się rozwiązały" :P Ale najważniejsze, że działa XD
    Przy Laurze wymiękłam totalnie... Zayn jest cudny! Taki opiekuńczy i w ogóle... awww... Czy mi się tylko tak wydaje, czy on jest w Laurze zakochany? :P

    Cóż... Podsumowując rozdział cudeńko! Z utęsknieniem czekam na następny :D

    PS. Co do twojego komentarza na moim blogu... nie wiem czy wena wróciła mi ze zdwojoną siłą, ale stwierdzam, że łatwiej jest komplikować komuś życie niż budować związek lub przyjaźń i takie tam :P

    OdpowiedzUsuń
  12. Super;)
    Zapraszam do mnie http://emmmm9835.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny rozdział *.*
    Nie mogę się doczekac nastepnych :3
    "Pożyczysz mi długopis?" xD Mega.
    -W

    OdpowiedzUsuń
  14. Podoba mi się bardzo twój styl pisania, jest lekki i przyjemny :)

    +Zapraszam cię serdecznie na mojego bloga, którego prowadzę od niedawna http://paradise-of-dreams3.blogspot.com/
    ++Zapraszam cię również na bloga, którego prowadzę wraz z przyjaciółką http://young-bold-pretty.blogspot.com/
    Mam nadzieję, że zajrzysz, wyrazisz szczerą opinię i jeśli ci się spodoba to zaobserwujesz<3

    OdpowiedzUsuń
  15. Na met-mehalfway.blogspot.com pojawił się 9 rozdział na który was serdecznie zapraszam ! : ) xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy kolejny????? :p

    OdpowiedzUsuń